I jeszcze dwie cechy
krzesła konferencyjne |sprzątanie grobów |kot
„I jeszcze dwie cechy Nowonickiego bardzo pociągła twarz, o bladokremowej cerze, oraz bardzo soczysty a zaflegmiony głos, którym cedził słowa z rozmyślną prawdopodobnie powolnością. Powolnością taką chciał pacjenta przekonać, że nic nagłego się nie stało i nie ma po co ku jakiemuś kryzysowi choroby się spieszyć.
— Jeżeli nie mylę się, pan się pieczętuje herbem Nieczuja — spytał powoli.
— Owszem — uśmiechnął się Leon, siadając po drugiej stronie biurka. — Owszem, ale... nie chciałbym panu doktorowi zabierać cennego czasu. Chociaż przyszedłem na wpół prywatnie, proszę sobie policzyć za tę moją wizytę zwykłe pańskie honorarium.
Psychiatra kiwnął, nie spuszczając zeń trochę policyjnego wzroku. — A więc słucham pana
— Nie wiem, czy pan doktor to sobie przypomina, że matka moja była pańską pacjentką.
—Pacjentką... pacjentką — Nowonicki teraz popatrzył na złocony gzyms sufitu. — Wybaczy pan — wyrzekł — ale wolę nie wierzyć własnej pamięci. Zaraz sprawdzę pod literą W.
Spośród buchalteryjnych ksiąg wyciągnął jedną i jął przewracać zapisane od góry do dołu kartki. Wreszcie coś odnalazł. Protokół medyczny zeznań biednej pani Wachickiej. Było tego trzy duże strony. — Owszem, owszem. Teraz już wiem, o kogo szło. Ja zdaje mi się pisałem do pana Szkoda, że pan wtedy nie odpisał.“(5)
rozrywkowa |informatyk w Poznaniu |Regały chłodnicze
„I jeszcze dwie cechy Nowonickiego bardzo pociągła twarz, o bladokremowej cerze, oraz bardzo soczysty a zaflegmiony głos, którym cedził słowa z rozmyślną prawdopodobnie powolnością. Powolnością taką chciał pacjenta przekonać, że nic nagłego się nie stało i nie ma po co ku jakiemuś kryzysowi choroby się spieszyć.
— Jeżeli nie mylę się, pan się pieczętuje herbem Nieczuja — spytał powoli.
— Owszem — uśmiechnął się Leon, siadając po drugiej stronie biurka. — Owszem, ale... nie chciałbym panu doktorowi zabierać cennego czasu. Chociaż przyszedłem na wpół prywatnie, proszę sobie policzyć za tę moją wizytę zwykłe pańskie honorarium.
Psychiatra kiwnął, nie spuszczając zeń trochę policyjnego wzroku. — A więc słucham pana
— Nie wiem, czy pan doktor to sobie przypomina, że matka moja była pańską pacjentką.
—Pacjentką... pacjentką — Nowonicki teraz popatrzył na złocony gzyms sufitu. — Wybaczy pan — wyrzekł — ale wolę nie wierzyć własnej pamięci. Zaraz sprawdzę pod literą W.
Spośród buchalteryjnych ksiąg wyciągnął jedną i jął przewracać zapisane od góry do dołu kartki. Wreszcie coś odnalazł. Protokół medyczny zeznań biednej pani Wachickiej. Było tego trzy duże strony. — Owszem, owszem. Teraz już wiem, o kogo szło. Ja zdaje mi się pisałem do pana Szkoda, że pan wtedy nie odpisał.“(5)
rozrywkowa |informatyk w Poznaniu |Regały chłodnicze