trzeszczącej muskulaturze nie siedzą
nieruchomosci.multiple.pl |sprzątanie grobów |izolacja dźwiękochłonna pras
„trzeszczącej muskulaturze nie siedzą abstrakcje, wywala się z nimi na równej drodze. Zasobny w realia jak hipoteka — ale nieporządna, o rozepchanych półkach. Zdania przyciężko wstępujące, drabiniaste zestawy łączone proceduralnymi haczykami — który, która, których... — pełne prymitywnych szelestów (słomy chrustu sieczki) i mysich chrobotów, nagle zacichły w głębi jakiegoś znaczącego q czy ę. W trochę dętej głębi.
Po pierwszych słowach wyczułem, że źle mówię. Słyszałem własny głos, jak się przebija przez milczenie sali i grzęźnie w pierwszych rzędach. Potem cichy, nieśmiały szept tłumaczki. Kiedy mówiłem natura, ona przekładała priroda, a zagraniczni delegaci ze słuchawkami przy uszach słyszeli jej tekst przekazany z kabin po francusku, rosyjsku, angielsku. Ta kombinacja technicznolingwistyczna dawała mi poczucie samotności; stałem w smutku rzucając nie dokończone myśli na kable. Nic do mnie nie wracało, byłem sam na sam z moim głosem. Słyszałem sylaby, wyrazy, ułamki zdań, własną chrypkę, własny oddech. Wiedziałem, że muszę szybko kończyć. Jeszcze jedno ę i zszedłem z trybuny wśród oklasków.
Kiedy wracałem na miejsce, Flamand rzucił mi w przejściu — Niek zie Polska! — Litości, więc zawsze tak z nami Nikt nas nie zrozumie, nigdy Te obojętnie życzliwe oklaski i to „niek zie Polska!" A prawda o nas ukryta w języku, nieprzetłumaczalna, rodzinna. Język, który nas osacza zamiast włączać, język z kluczem, historia z kluczem, literatura z kluczem, a my w środku zamknięci Wieczne przedsenne marzenie Polaka, które raz na zawsze sformułował Dygat „Odczyt o Polsce..." Każdy go wygłasza w łóżku i potem do rana nie może zasnąć. Chers confreres et amis...“(9)
Płytki ceramiczne |Bet-At-Home |Matematyka
„trzeszczącej muskulaturze nie siedzą abstrakcje, wywala się z nimi na równej drodze. Zasobny w realia jak hipoteka — ale nieporządna, o rozepchanych półkach. Zdania przyciężko wstępujące, drabiniaste zestawy łączone proceduralnymi haczykami — który, która, których... — pełne prymitywnych szelestów (słomy chrustu sieczki) i mysich chrobotów, nagle zacichły w głębi jakiegoś znaczącego q czy ę. W trochę dętej głębi.
Po pierwszych słowach wyczułem, że źle mówię. Słyszałem własny głos, jak się przebija przez milczenie sali i grzęźnie w pierwszych rzędach. Potem cichy, nieśmiały szept tłumaczki. Kiedy mówiłem natura, ona przekładała priroda, a zagraniczni delegaci ze słuchawkami przy uszach słyszeli jej tekst przekazany z kabin po francusku, rosyjsku, angielsku. Ta kombinacja technicznolingwistyczna dawała mi poczucie samotności; stałem w smutku rzucając nie dokończone myśli na kable. Nic do mnie nie wracało, byłem sam na sam z moim głosem. Słyszałem sylaby, wyrazy, ułamki zdań, własną chrypkę, własny oddech. Wiedziałem, że muszę szybko kończyć. Jeszcze jedno ę i zszedłem z trybuny wśród oklasków.
Kiedy wracałem na miejsce, Flamand rzucił mi w przejściu — Niek zie Polska! — Litości, więc zawsze tak z nami Nikt nas nie zrozumie, nigdy Te obojętnie życzliwe oklaski i to „niek zie Polska!" A prawda o nas ukryta w języku, nieprzetłumaczalna, rodzinna. Język, który nas osacza zamiast włączać, język z kluczem, historia z kluczem, literatura z kluczem, a my w środku zamknięci Wieczne przedsenne marzenie Polaka, które raz na zawsze sformułował Dygat „Odczyt o Polsce..." Każdy go wygłasza w łóżku i potem do rana nie może zasnąć. Chers confreres et amis...“(9)
<<<< - Czy wiesz kto jest ową
| Profesor mówił wiele >>>>
Płytki ceramiczne |Bet-At-Home |Matematyka